Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 576 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Kilka zmian i spraw

niedziela, 19 lutego 2012 15:07
Skocz do komentarzy

Rok szkolny 2009/2010 rozpoczął się 31 sierpnia.

W szkole na dzieci czekało kilka niespodzianek. Pierwsza z nich to nowi znajomi. I to nie dziecko jedno czy dwoje, ale co najmniej kilkanaście. Przybyli do nas ze zlikwidowanej szkoły Leonardo w Harmelen. Właściwie do dziś nie wiem, czym ta szkoła się różniła od naszej. Prawdopodobnie dzieci uczone były jakąś inną metodą. Czy były przez to mądrzejsze? Nie mnie to oceniać. W każdym bądź razie troszkę uczniów do naszej szkoły przybyło.

Druga niespodzianka to zmiana szkoły z „Waldhoorn” na „Pionieer”. To także było dla mnie nie zrozumiałe, bo co komu przeszkadza nazwa szkoły? No ale nowy, młodszy pan dyrektor zarządził zmianę, jeszcze w czerwcu dzieci składały propozycje na nową nazwę i jednogłośnie wybrano „Pionieer”.

Przy zmianie nazwy odbyła się mała impreza dla dzieci. Wszyscy dostali bambusowe pręty i wspólnie wraz z nauczycielami składali olbrzymią piramidę, na której umieszczono nową flagę i nazwę szkoły. Później zaczęły się normalne dni nauki.

Syn trafił do grupy 5, a córka po zdaniu małego testu z tego, co miała zrobić w wakacje – od razu do grupy 8.

My z mężem powoli dopieszczaliśmy mieszkanie.

Gdy w czerwcu był u nas teść to wraz z mężem przygotowywali ściany w bijkeuken pod położenie paneli. Przykręcili listwy, położyli styropian. Dopiero n sierpniu przed powrotem dzieci z Polski mieliśmy pieniądze na wykończenie. Kupiliśmy plastikowe panele ścienne i paczkę kafelek na podłogę.

Gdy bijkeuken było już wykończone, korzystając ze sprzedaży ratalnej w Wehkamp dokupiliśmy jeszcze nową pralkę, zamrażarkę z trzema szufladami i pokusiliśmy się na kamerę cyfrową. Właściwie na kamerę nalegał mój mąż, mnie raczej nie zależało. Wiedziałam, że będzie podobnie jak z cyfrowymi zdjęciami – są gdzieś na płytach i nie ma ich nawet jak pokazać komuś, kto nie ma komputera. Ale mężowi zależało, więc kupiliśmy.

Oprócz tego zostaliśmy właścicielami „nowego” małżeńskiego łóżka. Nowe było ono dla nas, ale tak naprawdę było używane, bo wypatrzyłam je kiedyś w kringloopie.

Miało masywny wygląd solidnego łóżka zabudowanego szafkami nocnymi z komodami i lustrem na wyposażeniu. Całość tworzyła piękny narożnik i oczyma wyobraźni widziałam je już w swojej sypialni. Pokazałam je mężowi. Też mu się spodobało.

Nie było na nim ceny, ale zaczepiłam pracownicę kringloopu i zapytałam ile to cudo kosztuje. Ta poszła na chwile na zaplecze, po czym wróciła ze specjalna naklejką i klejąc ją przy nas na szafkach napisała 145€.

Przeanalizowałam naszą "zdolność finansową" i dzień później stałam już w kasie kringloopu. Łóżko z komodami i lustrem + transport. Pani w kasie stwierdziła, że to łóżko kosztuje 250€. Zaprowadziłam więc ją i pokazałam wypisaną cenę, spotykając po drodze tę panią, z którą rozmawiałam dzień wcześniej. Ona też potwierdziła tę cenę. Kasjerka pomarudziła coś pod nosem o braku komunikacji, ale posłusznie skasowała mi to łóżko, za 145€ dodając do niego 10€ jako koszty transportu.

Cieszyłam się jak dziecko. Trochę mniej, gdy mi je przywieźli, bo okazało się ciężkie jak cholera i problematyczne do wniesienia do sypialni nawet w częściach. Męczyliśmy się z nim cały dzień. Przy okazji okazało się, ze brakuje kilku śrub i zaczepów, no ale od czego jest Gamma?

Wreszcie – BINGO. Łóżko z szafkami stanęło idealnie poskręcane w naszej sypialni. Niestety, z braku miejsca nie mogliśmy go ustwić w ten sam sposób, w jakim stało w sklepie, a więc jako całość. Ale szafki niemal idealnie wkonponowały się we wnękę pomiędzy naszą murowaną "szafą" a ścianą z kaloryferem i oknem balkonowym. W tej wnęce stała wcześniej biała komoda która teraz wraz z jedną białą nocną szafką powędrowała do pokoju córki. Druga szafka nocna i nasze stare łóżko w częsciach powędrowali na strych.

Napisałam, że szafki "niemal" w całości zmieściły się we wnęce. Niemal - bo jedną szafkę też zanieśliśmy na strych, Z tej prostej przyczyny, że była to druga szafka narożna i nijak nie mieściła się już w sypialni.

Wiaderko, woda z płynem i szmatka doprowadziły moje cudo do czystości. Zostało nam jeszcze tylko przewiesić wyżej nasz obraz tak, by zmieściło się lustro w masywnej ramie.

Kładliśmy się spać niby do królewskiej alkowy. Nasze poprzednie łóżko było słabe i wyeksploatowane do granic możliwości, w każdej chwili groziło rozpadem, a to było piękne i masywne. Przy okazji okazało się, że nasze materace są odrobinę za wąskie i musieliśmy włożyć pomiędzy nie nieużywaną kołdrę zwiniętą w rulon. Kolejną inwestycją miały być nowe materace, ale z tym obiecaliśmy sobie trochę poczekać.

Tymczasem nasza córka zaczęła się bardzo intensywnie przygotowywać do bierzmowania. Jeździliśmy na spotkania do kościoła, wybrała sobie trzecie imię, zdawała egzaminy u księdza, razem z synem śpiewała w scholii, czasem śpiewała psalmy.

Oprócz tego wymyśliła, że zapisze się na zajęcia ze streetdance. Streetdance było prowadzone w ośrodku Henkido, który wraz z żoną prowadził nasz sąsiad w swoim domu obok. Oczywiście mieli dobudowaną specjalna salę, gdzie oprócz streetdance prowadzili jeszcze judo oraz gimnastykę odchudzającą.

Bałam się o córkę, jak ona to wszystko ze sobą pogodzi. W końcu to już grupa 8, czyli przygotowania do CITO, streetdance dwa razy w tygodniu po ponad godzinę, egzamin z religii, stres…..

Okazało się, że mama (czyli ja) niepotrzebnie się martwiła, bo córka doskonale dała sobie ze wszystkim radę. Nawet nie wiedziałam, że mam tak zdolne dziecko.

Oboje z mężem postanowiliśmy zrobić dzieciom niespodziankę i kupić im obiecanego jeszcze przed wakacjami króliczka-miniaturkę.

I tak oto w naszym domu pojawił się kolejny zwierzak. Kupiliśmy oczywiście pełne wyposażenie – klatka, poidełko, miseczka, trociny itp.

Króliczek był mały i piękny – biały z czarnymi łatkami. Od razu przypadł dzieciom do gustu.

Próbowaliśmy go oswoić ze sobą, przeszukaliśmy Internet w poszukiwaniu wiadomości, staraliśmy się postępować wg wskazówek, ale okazało się, że ten królik jest indywidualnością. Nie dawał się pogłaskać, gryzł wszystkich, a wypuszczany nie dawał się złapać. Próbowaliśmy go przyzwyczaić do siebie różnymi sposobami, ale królik jakby nie dawał się oswoić. Owszem, przychodził do każdego z nas, ale przy próbie pogłaskania natychmiast albo gryzł albo uciekał. Dzieci się rozczarowały, a ja nie wiedziałam, co zrobić. Doszłam jednak do wniosku, że zwierzątko się w końcu przyzwyczai.

Korzystając z ostatnich ciepłych dni wybraliśmy sie też z dziećmi nad morze. Ale nie po to, by sie kąpać. Raczej by pooddychać rześkim morskim powietrzem, pospacerować po piasku, poopalać twarze w ostatnich ciepłych promieniach słońca.

Pojechaliśmy na plażę do Scheveningen a póżniej do Noordwijk. Oczywiście nie obyło sie bez bólu nogi, która obciążona piaskiem jeszcze bardziej sprawiała problemy. Jednak taka wycieczka była nam też potrzebna przed powrotem jesiennych deszczów.

Jeśli chodzi o mnie, to postanowiłam nie nudzić się więcej w domu tylko zapisać się na kurs językowy. Trochę mi już dopiekło wieczne proszenie się kogoś, by gdzieś mi zadzwonił lub gdzieś ze mną jechał.

Miałam przykre doświadczenie we wrześniu, gdy próbowałam wrócić do pracy z boląca nogą. Prosiłam wtedy mówiącą perfect po angielsku Ankę o telefon do UWV. Odpowiedziałam mi wtedy, że ona wcale dobrze nie mówi i że nie będzie mi nigdzie dzwonić. Zrobiło mi się bardzo przykro, bo wiedziałam, że to nie prawda. By nie pokazać ze łzy stanęły mi w oczach odwróciłam się na pięcie i szybko wyszłam z kantyny trzaskając za sobą ze złości drzwiami.

Kaśka też coraz bardziej niechętnie przychodziła i telefonowała w moim imieniu gdziekolwiek. Obiecałam sobie, ze nauczę się tego przeklętego języka by samemu załatwiać swoje sprawy.

Skorzystałam z formularza internetowego i zapisałam się na kurs do Volksuniversitet Woerden.

 

Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330855743,trackback

Słodko-gorzkie opinie

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 26 lutego 2012 16:43

    Wątpię, wątpię... No ale nie uprzedzajmy faktów :D

    autor Artemida

    blog: slodko-gorzkaholandia.bloog.pl

  • dodano: 24 lutego 2012 16:51

    TAk na prawdę to koleżanki zrobiły Pani tylko przysługę. W ten sposób zdecydowała sie Pani na naukę. Będzie Pani zadowolona!

    autor mila

Komentuj z OpenID

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję˝ regulamin i wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem komentarza w serwisie.

czwartek, 17 maja 2012

Odwiedziło mnie:  32 068 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Dziś imieniny.

trwa inicjalizacja, prosze czekac...Gry online

Kim jestem

Jestem szczęśliwą mężatką z dwójką dzieci. Od 2007 roku mieszkam w Holandii. Jestem uparta i konsekwentna.
Mam własne zdanie i poglądy. Uważam że jak się tylko chce to można wszystko. Jestem tego najlepszym przykładem.

O czym piszę

Moje życie w Holandii - wspomnienia pierwszych dni, przezwyciężanie problemów, dzień dzisiejszy

Zostaw swój ślad

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 19.03.2012 9:31:29
  • autor: Partycja
  • treść: Witam, odpisa³a...

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziło mnie: 32068
(wersja testowa)
Napisałam postów
  • liczba: 146
Galerie
  • liczba zdjęć: 97
Swój ślad zostawiło: 30
Piszę od: 592 dni

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Lubię to