Słodko-gorzka Holandia

Wizyta teściowej...

Jeszcze zanim pojechaliśmy na urlop okazało się, że kończy się moja praca w DHL. Nie kończyła mi się umowa o pracę, ani oni mnie nie zwolnili. Firma DHL przechodziła reorganizację i rezygnowała z drobnych przesyłek listowych oraz z czasopism. Teraz mieli zajmować się tylko i wyłącznie paczkami. Listy oraz prenumerowane czasopisma zostały rozdzielone pomiędzy dwie pozostałe firmy, czyli Sandd i TNTPostNL.

To oznaczało, że po powrocie będę pracować tylko dla Sandd no i na nielicznych już sprzątaniach. Miałam więcej czasu dla domu.

Nie bardzo pasowało to teściowej, która wkrótce po przyjeździe zaczęła się nudzić. Wprawdzie gotowała obiady dla nas wszystkich, ale to już dla niej nie było to samo co kiedyś. Dzieci nie przychodziły na pauzy do domu, bo córka już takiej godzinnej pauzy nie miała, a syn miał za daleko, ja byłam częściej w domu, no i przede wszystkim musiała dzielić się ze mną telewizorem, co oznaczało, że nie mogła oglądać seriali jak leci, bo ja też miałam swoje ulubione programy w TV i nie zamierzałam z nich rezygnować.

Z drugiej strony nie chciała nigdzie dużo jeździć, bo twierdziła ze nie ma pieniędzy. No sorry, ale my nie byliśmy bogatymi sponsorami i nie zamierzaliśmy jej wszystkiego fundować.

Nawet na lokalny festyn nie chciała z nami iść, wskutek czego i my też nie poszliśmy. Ale jak się potem okazało to akurat wszystkim nam wyszło na dobre…

Lokalny festyn, zwany od nazwy naszej wioski Zegvelderie organizowane było zawsze w sobotę, tak w połowie czerwca. Było wtedy jakieś karuzele dla dzieci, trampoliny, jakieś stoiska handlowe i inne atrakcje. Generalnie jest milo i wesoło.

Teściowej nie chciało się iść, wobec tego i my nie poszliśmy. Dzieci siedziały w domu a ja z mężem pojechałam na tygodniowe zakupy.

Gdzieś tak kolo godziny 16.00 zadzwonił dzwonek do drzwi. Otwarłam. Na progu stała Kaśka z jakąś nie znaną mi panią. Po zdawkowych powitaniach usłyszałam coś, co niemal zwaliło mnie z nóg:

- No my w zasadzie przyszliśmy ze skargą, bo twoje dzieci pobiły córkę tej pani…

Prawie usiadłam z wrażenia na schodach

- Co zrobiły????

- No moja córka mówi że blondynka z długimi włosami kopneła ją w plecy, a jej brat krzyczał za nią KU**A, KU**A – poinformowała mnie nieznajoma pani

I od razu z pretensjami, że się Polaków nie szanuje, że jej córka przyjechała tu na wakacje, że siedzi w domu i płacze, bla, bla, bla.

Stałam jak wmurowana i nie umiałam wydobyć słowa

- Kaśka, MOJE dzieci? - wykrztusiłam – to jakaś pomyłka

Oczywiście obie zaraz niemal w krzyk, bo jak blondynka to TYLKO moja córka, a przekleństwem mógł rzucać TYLKO mój syn.

Zawołałam dzieci na dół z zapytaniem o cale zdarzenie

Moje dzieci zrobiły oczy jak spodki i zaprzeczyły, że coś takiego zrobiły.

Wtedy wtrąciła się teściowa, która stwierdziła, że dzieci niemal wcale nie wychodziły z domu, a już na pewno nie na festyn. Owszem, poszły na spacer a psem, ale w zupelnie innym kierunku

Pani była nieprzekonana i usłyszałam że jestem wyrodną matką, że dzieci nie umiem przypilnować i że w ogóle to jesteśmy chamscy.

- Wie pani co – już nie wytrzymałam – niech pani idzie do domu i przyprowadzi tutaj swoją córkę na konfrontację zamiast gadać takie rzeczy. I wtedy przekonamy się kto i co zrobił – powoli traciłam cierpliwość i bałam się, że po prostu wybuchnę – a teraz proszę wyjść z mojego domu

- A ty – zwróciłam się do Kaśki – nie przyprowadzaj mi tu więcej nikogo kto bez żadnych dowodów będzie obrażał moje dzieci bo nie ręczę za siebie – otwarłam drzwi na oścież i pokazałam palcem dwór – Do widzenia paniom.

Gotowało się we mnie i oczywiście złość wyładowałam na dzieciach próbując czegoś się od nich dowiedzieć. Ale zarówno one jak i teściowa trwali u uporze – nigdzie nie byli i nic złego nie zrobili.

Dwie godziny później dzwonek do drzwi zadzwonił kolejny raz. Tym razem za drzwiami zobaczyłam tę samą panią z rana i jej córkę. Kaśka stała z boku i tylko się uśmiechała.

- Bo wie pani, bo my chciałyśmy panią przeprosić. Bo się okazało, że to nie pani dzieci napadły na moją córkę

- No proszę, a jednak – tryumfowałam – ale najłatwiej jest przyjść i rzucać oskarżeniami

Wtedy do rozmowy włączyla się Kaśka i okazało się, że to Lars i Danique napadli na tę panienkę. Lars chodził kiedyś z moim synem do klasy a jego siostra była w wieku mojej córki. Niby wszystko się zgadzało, tylko że pani zamiast najpierw wyjaśnić i wypytać to od razu przyleciała z pretensjami i oskarżeniami…

Powiedziałam ze to nie mnie mają przeprosić ale moje dzieci i panie sobie w końcu poszły. Została tylko Kaśka, która próbowała się tłumaczyć, ale ja nie dałam jej się wybielić. Powiedziałam prosto z mostu, że nie życzę sobie, żeby wszyscy oskarżali moje dzieci jak coś się stanie na Zegveld i żeby mi tu więcej nikogo nie przysyłała.

Kaśka jeszcze chwile próbowała się tłumaczyć, ale ostatecznie skapitulowała i poszła sobie.

A teściowa stwierdziła, że ma dość i chce wracać do domu…

I tu zrobił się mały problem, bo ja nie za bardzo mogłam ją zawieźć. Nie chciałam jechać i wracać sama, mąż nie miał urlopu, a dzieci miały szkołę. Na szczęscie przypomnieliśmy sobie, że nasz znajomy Michał miał jechać do Polski na weekend. Jeden telefon i transport był załatwiony. Niestety teściowa za bardzo nie chciała jechać sama z Michałem, dlatego mój mąż postanowił zabrać się z nimi.

W następny piątek po festynie osobiście odwiozłam męża i teściową do Ijsselstein, gdzie mieszkali Bożena z Michałem. Osobiście zapakowałam ich do michałowego samochodu, gdzie oprócz nich dwoje i Michała podróż miały spędzić… 4 opony do jakiegoś samochodu…. W aucie ciasno, w bagażniku ciasno, ogólnie tragedia i 12h jazdy w nocy - nie zazdrościłam. Niestety innej opcji jazdy nie było, bo teściowa nie chciała ani busem ani samolotem. Musiała wytrzymać.

Ja wróciłam do domu, gdzie z dziećmi spędziłam cudowny weekend – żadnego sprzątania, żadnego gotowania. Na sobotę mieliśmy pizzę, a niedzielę zamówiliśmy kebaba. Cały weekend spędziliśmy każde przed swoim komputerem – żyć, nie umierać :D